Filip Orlik

Meta świątobliwych intentów, między szczęsliwemi in Olimpiis wiekopomney Chwały paragonami Hyppomenesa Sarmackiego wielmożnego iegomośći pana Jana z Obidowa Obidowskiego iego carskiej przeswiętney m[ił]ośći stolnika ex ratione Sacri connubij Nexus z Atalantą Rossiyską ieymośćią panną Anną Koczubeiowną, wielkiey expektatiwy córą iegomośći pana Bazylego Koczubeia, iego carskiey przeświętney m[ił]ośći Woysk Zaporozskich pisarza generalnego, symboliczną adumbratią wykonterfetowana.

Idźże, idź w drogie kaydany, Kto młością zhołdowany,
Jdź w skryte łancuchi.
Jdź, idź w okowy, day w więzy rączęta,
Niech złote na nich miłość rzuci pęta,
Wiążąc wolne Duchi.
Droga niewola słodkie tam Sekwestra,
Kogo w swe miłość wpisuie reiestra.
Jdźże w wieczne niewolniki, Kto w miłosne wchodzisz szyki
Bogini Wenery.
O złote pęta, pieszczone Arkany
Nad Perłorodne droższe Teprobany.
Lidiyskie Minery
Precz ztąd, bo nad te droższe są okowy
Miłości, w które iść więzień gotowy.
Przez stoocżne zmiy Tarasy Przedźieray się w złote lasy
Drogiey Hesperydy
Zły Herculesie, cney synu Alkmeny.
Wierz, że nad Tagi większey będą Ceny
Kaydany Cyprydy,
Gdy serca, w wieczną przyiazń postrzelone,
Złotym więzieniem zostaną spoione.
Nie drogim skarbem Pallady Hippomenes Atalanty
Lubey dostał w biegu,
Sama mu miłość Lotne dała skrzydła,
w taiemne serce skrępowawszy sidła.
Nie w Jndiyskim brzegu
Parys urodną znachodźi Helenę,
Gdy całą dla niey przemierzył Micenę;
Miedzy zmarłych idzie szyki Swey szukaiąc Ewrydyki
y po stygu brodzi
biedny Orpheusz, żałością strapiony,
y Sam mu Cerber niestraszny dla żony,
tak też Charon w łodzi...
Bogate w Łydzie taki znalazł skarby,
Kto iest w miłosne Zapiisany Karby
[...]
Przyiaciel iest to Skarb drogi, Kto go znalazł ten w odnogi
Wpłynoł Hydaspowe.
Ten posiadł Stoły Heliogabala,
Kogo Kupido w swe pęta zniewala
Jść Diamentowe.
Wierz, Cyrusowi droższa Kassandana,
Niżli Azia cała zhołdowana.
Nie [st]rasz Jowiszu zuchwały Tych Wulkanowemi strzały,
Których Cytherea
Do ulubioney wabi Atałanty
aż za ostatnie choć by Garamanty,
y kogo Medea
Skrytym Magnesem ciągnie k sobie snadnie.
Y gdźie Thezeusz k swoiey Ariadnie
Za miłością bieży w tropy; Wszakeś do swey Antiopy
Skradał się Satyrem,
Owszem do Ledy Lakonskieyś w Łabędzie
pierze ubrany leciał przez Krawędzie
pochlebnym Zefirem.
Tak to tak miłość przez błędne zatopy
Pędzi Ulyssa do swey Penelopy,
Tak Herculesa w Joli Kaydany goni po woli
Cypryda pieszczona.
Złoteć to pęta y drogie okowy,
Gordiyski węzeł z Tyriyskiey osnowy
w parze Alcyona.
Kto te łancuchi na sercu swym cżuie,
Niech te nad Gazę Luculli szacuie.
Stań tu w swym stań Paragonie, Hyppomenesie, złóż skronie,
odday serce w pęta.
Zacny STOLNJKU, stań tu w Gabinecie,
Gdzieś ATALANTĘ ugonił przy mecie.
Niech Twe Diamenta
z Aia[x]a Tarczy przeniozszy w przemiany,
w Miłosne Alkon przerobi kaydany,
w które poydzie złote nity Syn Luciny znamienity
Te drogie więzy te prżyiazne sidła
Wierz, że niezerwą Stygiyskie straszydła
ni Ewmenid szyki.
Niech Mentor złotem to w marmur rysuie,
Ze w wieczną przyiaźń Ciebie miłość kuie.
Tyś nie w bogate Jbery z Antiochiem, ni w kwatery
Erytru żegłował,
Lecz tam w chwalebne szedłeś Paragony,
Kędy Prżyiaciel nad Paktoł złocony,
Serce Ci cukrował.
[...]
...gdyś swey doscigł ATALANTY,
Cny HJPPOMENESJE,
Toć ten Prżyiaciel wszystkie Nereidy
Urodą prżeydzie y bogate Łydy
Ceną swą prżenie[...]
Skarb Ci to drogi dziś znalazłeś, JANJE,
W KOCZUBEJOWSKJM złotym Erydanie.
JAN z ANNĄ - iak piękna Liga! gdy w imieniu ŁASKA ściga
ŁASKĘ, precz Gratiae,
Których pochlebna starożytność chwali:
w Tey Parze Gratiy tysiącem się pali.
Niech Phidiasz ryie
w Trwałym Porphirze w kunszt Ægiptski dłotem
JANJE, Twe czyny, to rysuiąc zlotem,
Ze się Cne Charites w Tobie, Rosski, kryią, Deiphobie,
y umysł Metelli
Twoy Periklesa Geniusz wrodzony
Przeszedł, w Twych piersiach tchnie statek wsławiony
Rzymskiego Marcelli,
Twą Dobroć z Łaską y inne przymioty
godne by dźwigał Obeliszek złoty.
Niech Perseusz w Gallaredy zgubne wchodzi, Andromedy
urodą trapiony
Niechay Theseusz, ów Kawaler ładny,
na Minotawra dla swey Ariadny,
miłością zraniony,
W kręty Labirynth z mściwą stalą idzie,
Niech y Apollo góry ku Daphnidźie,
Agaristę Herodoty niechay chwalą. Ja Twe Cnoty,
gdy w mą Panegirę
Biorę o ANNO! Ty, Hekuby Synie,
Tey przysądziłbyś iabłko Heroinie,
Ty rzucił byś Lyrę
Na stronę, Phaebie,
stroioną w Amory:
Tu wstyd kryie się Peneusza Córy.
Choć byś poszedł w Garamanty, nad tey Kandor Atalanty
Nieznaydźiesz: Jey Cerze
Lacedemońska ustąpi Helena,
Którą pochlebna zbyt chwali Mycena,
y nie tak w Wenerze
Pięknym Koralem rumieniec się żarzy,
Jak w Twey o ANNO! Cnoty górą twarzy,
Jd[źż]e, Paro, w drogiey sforze Tam, gdzie Tytan przy Phosphorze
swoie pali osi.
Wam śliczna Chloris z swemi Oready
Pæstanską różą posypuie slady,
Was Sława ogłosi,
Żeście Cnot Waszych sprzęt Diamentowy
W spolne przyiazni oddali okowy.
[Jdź że] Paro, gdzie drogie spezy
Wam dziś Pałac bez Nemezy
Miłość wystawiła...








33

2004